1 person found this review helpful
Recommended
0.0 hrs last two weeks / 138.5 hrs on record
Posted: Jul 26, 2025 @ 10:00am
Updated: Oct 28, 2025 @ 8:00pm

Więzi silniejsze niż śmierć

Muszę zacząć od tego, że zanim zagrałem w Death Stranding, byłem sceptycznie nastawiony, głównie przez ludzi spłycających ją do „symulatora chodzenia”. Zostałem jednak pozytywnie zaskoczony, bo choć w pewnym powierzchownym sensie mają rację, to jest to jedna z niewielu produkcji określanych tym mianem, które faktycznie wymagają czegoś więcej niż tylko wciskania inputu do przodu. Między innymi dlatego jest to najlepsza gra tego typu, w jaką grałem, a jednocześnie bardzo dobry tytuł sam w sobie, który zdecydowanie nie zasługuje na wytworzoną wokół niego krzywdzącą otoczkę.

Akcja Death Stranding toczy się na zgliszczach dawnych Stanów Zjednoczonych, w świecie dotkniętym tajemniczą apokalipsą, która doprowadziła do zatarcia granicy między światem żywych a umarłych. W jej wyniku na Ziemi zaczęły pojawiać się opady temporalne, starzejące wszystko, na co spadną, oraz duchy polujące na żywych i wywołujące potężne eksplozje przy zetknięciu z nimi. Co więcej, niespalone ciała po upływie 48 godzin od zgonu przemieniają się w zjawy, stając się kolejną zmorą dla ocalałych.

W obliczu zagrożenia ludzkość przeniosła się do odizolowanych podziemnych miast i bunkrów, tracąc niemal całkowity kontakt ze światem zewnętrznym. Jedynym wyjątkiem są kurierzy, którzy, podróżując pomiędzy pozostałościami USA i przenosząc towary, ryzykują życiem, by zapewnić dalsze przetrwanie ludzkiej rasy.

Główny bohater, Sam, to właśnie jeden z tych kurierów, który ma za zadanie połączyć ostatnie bastiony cywilizacji za pomocą sieci przypominającej internet. Nie robi tego jednak z patriotyzmu ani z powodu przekonania o słuszności sprawy, lecz dlatego, że jest to jedyny sposób, by spotkać się ze swoją siostrą, która czeka na niego na drugim końcu kontynentu. W podróży towarzyszy mu dziecko zamknięte w pojemniku imitującym brzuch matki, które służy do wykrywania duchów.

Jak widać, gra utrzymana jest głównie w dziwnym, lecz poważnym klimacie, który miejscami zostaje jednak przełamany nieco kiczowatymi dialogami. Może to kogoś wyalienować, ale mnie w ogóle nie przeszkadzało, no może z wyjątkiem odniesienia do Super Mario w kluczowym momencie gry, które jednak dalej miało swój urok ze względu na absurd sytuacji. To w końcu gra robiona przez ekipę Hideo Kojimy, więc należy się tego spodziewać, podobnie jak filozoficznych wywodów, przesadnej dawki ekspozycji i dziwacznych imion postaci, takich jak Die-Hardman, Deadman czy Heartman (zdecydowanie widać tu pewną regułę).

Death Stranding jest właśnie o tyle ciekawe, że choć to produkcja wysokobudżetowa ze zrobioną z rozmachem kampanią reklamową, z pewnością nie jest to gra robiona pod mass appeal. Przez wielu może zostać dosyć szybko uznana za totalnie nudny albo pretensjonalny gniot, głównie ze względu na celowo polaryzującą fabułę i raczej powolny start, co jest jednym z najodważnieszych posunięć ostatnich lat, jeśli chodzi o gry triple-A.

Mamy tutaj dwie główne mapy. Pierwsza zajmuje od 10 do 20 godzin, w zależności od tego, czy chcemy wymaksować reputację z każdym miejscem. Druga jest znacznie większa i to właśnie na niej gra otwiera skrzydła. Dopiero tam w pełni widać przemyślany system progresji postaci, oparty na stopniowym odblokowywaniu nowych przedmiotów, umiejętności, struktur, a finalnie także broni i pojazdów.

Dokładnie, to nie tylko symulator chodzenia, ale również jazdy, strzelania i rzucania granatami. Obecna w grze walka jest prosta, ale przez większość czasu w porządku, z wyjątkiem paru boss fightów, które moim zdaniem mają zbyt ubogi moveset i za dużo zdrowia, przez co podchodzą pod gąbki na pociski. Chociaż są tutaj rzeczy, które prawie w ogóle mi się nie przydały, to większość z nich spełnia określoną niszę i oferuje nowe podejścia do napotkanych sytuacji i problemów. To właśnie w tym tkwi istota rozgrywki.

Death Stranding to w zasadzie gra logistyczna, polegająca na planowaniu optymalnej trasy do najszybszego lub najbezpieczniejszego transportu ładunku. Przed wyprawą musimy zabrać ze sobą najpotrzebniejsze wyposażenie oraz paczki, jednocześnie uważając, żeby nie przeciążyć Sama. W trakcie podróży trzeba zwracać uwagę na teren, ponieważ spotkanie z nierównościami może skończyć się zaklinowaniem pojazdu lub wywróceniem się postaci, co skutkuje uszkodzeniem przesyłki i zmniejszeniem nagrody albo niepowodzeniem misji.

Istotne jest też nawodnienie, które wraz ze spadkiem powoduje zmniejszenie staminy dostępnej do sprintu i wstrzymywania oddechu, co przydaje się, gdy nie chcemy zostać wykryci przez zjawy, oraz naładowanie baterii naszych pojazdów i egzoszkieletu. Na szczęście wszystko to nie jest przesadzone pod względem realizmu i nie musimy tu utrzymywać zbilansowanej diety czy czegoś podobnego.

W trakcie naszej tułaczki możemy podziwiać wiele surowych krajobrazów inspirowanych głównie Islandią. Są tu góry, rzeki, plaże, lasy, kaniony, ruiny i inne. Poza zapierającą dech w piersiach scenerią miejsca te oferują także charakterystyczne dla swojego ukształtowania możliwości i wyzwania. Moje ulubione to zdecydowanie kamieniste tereny poprzecinane szczelinami, które wymagają wzięcia ze sobą drabin, kotwiczek lub postawienia mostów, oraz góra, na której czasami trafiamy na śnieżyce, w tym jedną oskryptowaną w trakcie fabuły, która sprawiła, że poczułem zimno na własnej skórze.

Przez większość czasu słyszymy jedynie dźwięki otoczenia, takie jak szum wody czy powiew wiatru, ale od czasu do czasu, w trakcie misji, przygrywa nam piosenka z wokalem. Na szczególne wyróżnienie zasługuje tutaj islandzki zespół Low Roar, którego melancholijne utwory najlepiej oddają prawie medytacyjne przeżycie płynące z gry. Soundtrack jest jednak tak dobry, że choć rozumiem jego sporadyczne wykorzystanie, mające podkreślić kluczowe momenty, to brak czegoś na kształt radia w grze był wyraźnie odczuwalny i momentami sam puszczałem sobie piosenki z gry w tle podczas rozgrywki.

Nasza wyprawa jest samotna, ale to tylko pozór. Dzięki ciekawie zaimplementowanym elementom multiplayerowym możemy wchodzić w interakcję z pojazdami, strukturami, znakami i przedmiotami pozostawionymi przez innych graczy w ich światach, nie spotykając ich osobiście, a także pomagać im w podobny sposób. Można nawet wspólnie naprawiać i ulepszać konstrukcje oraz tworzyć drogi. Ten system doskonale dopełnia fabułę opowiadającą o łączeniu się z innymi, a na marginesie przypomina mi rozwinięcie podobnego rozwiązania z Dark Soulsów, co jest ciekawe, ponieważ obie gry dzielą ten sam dwuliterowy skrót, mają fabularne uzasadnienie dla respawnu gracza i poruszają podobne egzystencjalne tematy.

Muszę też wspomnieć o genialnie wyreżyserowanych cutscenkach i gwiazdorskiej obsadzie, z Normanem Reedusem na czele, który wciela się w Sama, oraz o Troyu Bakerze, bardziej znanym w branży gier, występującym jako szalony antagonista Higgs. Jednak prawdziwą perłą jest Mads Mikkelsen w roli Cliffa, który kradnie każdą scenę, w której się pojawia, zwłaszcza w hipnotyzujących sekwencjach bitewnych, trzymających w napięciu i wywołujących ciarki dzięki ukazaniu wojny jako dosłownego piekła na ziemi. Jego wątek to także jedna z najpiękniejszych historii o ojcostwie, jakie widziałem.

Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, Death Stranding najłatwiej opisać językiem filmowym, tak bliskim sercu Kojimy, jako awangardowy blockbuster. To produkcja pełna przeciwieństw, co widać nawet w tytule, który jest grą słowną: Stranding oznacza tutaj wyrzucenie zjaw do naszego świata bądź odizolowanie, ale Strand to nić łącząca ludzi, a także plaża, która pełni tu rolę czyśćca.

Jest to gra pełna powagi, ale też wręcz klozetowego humoru, brutalności ludzi, ale też miłości do bliźniego. Ukazuje potrzebę dążenia do lepszego jutra i zostawienia przeszłości w tyle, a jednocześnie podkreśla wartość pielęgnowania wspomnień. Momentami sprawi, że będziesz się śmiać z tego, jak bardzo potrafi być głupia, by na końcu roztrzaskać twoje serce swoją wrażliwością, a następnie poskładać je na nowo.
Was this review helpful? Yes No Funny Award