1 person found this review helpful
Recommended
0.0 hrs last two weeks / 19.9 hrs on record
Posted: May 31, 2025 @ 6:34pm
Updated: Jun 14, 2025 @ 1:37pm
Product received for free

Surowa droga przez postnuklearne pustkowia

Seria Fallout jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w całej branży, a pierwsza odsłona to niezaprzeczalny klasyk wśród gier RPG i zarazem najmroczniejsza część całej serii.

Akcja toczy się w świecie spustoszonym przez nuklearny holokaust. Wcielamy się w mieszkańca Krypty, ogromnego schronu przeciwatomowego, którego lokatorzy od czasu zagłady byli odcięci od świata zewnętrznego. Naszym zadaniem jest znalezienie nowego chipa odpowiedzialnego za filtrowanie wody w ciągu 150 dni, bez którego mieszkańców czeka pewna śmierć.

Obsadzenie gracza w takiej roli w całkiem sprawny sposób ułatwia utożsamienie się z przeżyciami naszej postaci, która również po raz pierwszy widzi ten dziwny i straszny świat. Limit czasowy nie jest bardzo rygorystyczny i można go przedłużyć o 100 dni. W wersji 1.0 istniał też niewidoczny limit 500 dni, co było bardzo nieprzyjemne, ponieważ gracz nie wiedział o jego istnieniu. Na szczęście w wersji 1.1 zmieniono go na 13 lat.

Pomiędzy izometrycznymi lokacjami poruszamy się za pomocą mapy podzielonej na kwadraty, z których większość to pustkowie, a ważne miejsca zaznaczone są zielonymi kółkami. Nie ma tu jednak żadnych znaczników wskazujących, dokąd dokładnie mamy się udać, więc pewne rzeczy mogą wydać się nieoczywiste, choć gra i tak kieruje nami poprzez dialogi z postaciami.

W trakcie podróży między kluczowymi obszarami istnieje szansa na napotkanie losowego zdarzenia, od zwykłej napaści przeciwników, przez zniszczoną ciężarówkę z kilkoma tysiącami kapsli, które pełnią w Falloucie rolę waluty, aż po kuriozalne sytuacje, takie jak wielki odcisk stopy dinozaura.

Naszą postać tworzymy, przydzielając punkty do głównych atrybutów, takich jak siła, percepcja, wytrzymałość, charyzma, inteligencja, zręczność oraz szczęście. Wybieramy też maksymalnie dwie cechy, które jednocześnie odgrywają rolę bonusów i minusów. Określamy ponadto liczne umiejętności, które będziemy rozwijać w trakcie gry, a z czasem zdobywamy także perki.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że przechodzenie gry z niską inteligencją sprawia, że nie jesteśmy w stanie złożyć sensownych zdań, co naturalnie komplikuje komunikację z napotkanymi osobami i czasami wywołuje z ich strony zabawne reakcje.

Walka w grze opiera się na systemie turowym, w którym dysponujemy punktami akcji do wykorzystania w każdej turze. Można je wykorzystać na różne działania, takie jak ruch, atak, a także wejście do ekwipunku w celu użycia przedmiotów leczących lub narkotyków. Przełączanie między uzbrojeniem w dwóch slotach nie zabiera punktów akcji. Walczymy bronią palną, białą, energetyczną, rzucaną, materiałami wybuchowymi z zapalnikiem czasowym oraz pięściami.

Bronie zazwyczaj oferują kilka trybów. Do wyboru mamy pojedynczy atak, atak z celowaniem w konkretne części ciała, takie jak oczy lub kończyny, a w przypadku pistoletów maszynowych także serię. Celowanie w określone miejsca może powodować dodatkowe efekty, na przykład oślepienie przeciwnika, co zmniejsza jego celność, albo spowolnienie go poprzez przestrzelenie nóg.

Mamy tu stosunkowo dużą swobodę wyboru. Możemy być wzorem cnót albo ucieleśnieniem zła. Gra pozwala zabić praktycznie każdego napotkanego NPC-a, w tym oryginalnie również dzieci, choć w wersji 1.2 na Steamie zostało to ocenzurowane poprzez ich skasowanie. Co więcej, z odpowiednią wiedzą grę da się przejść w kilkanaście minut bez wykorzystywania exploitów.

Fallout posiada także alternatywne zakończenie, gdzie zdradzamy swoją Kryptę i sprzymierzamy się z głównym antagonistą. Chociaż nie ma on zbyt wiele czasu ekranowego, z pewnością zapadł mi w pamięć ze względu na swój wygląd, intrygujący głos oraz możliwość przemówienia mu do rozumu. Inne najważniejsze postacie niezależne również wypadają nieźle, choć większość stanowi jedynie tło.

Kanoniczny finał historii, w którymzarządca Krypty dziękuje nam za nasze dokonania, a jednocześnie mówi, że choć jesteśmy bohaterem, musimy odejść, jest pozornie prosty, lecz wywołał u mnie lekkie ciarki. Uratowaliśmy ludzkość przed przemianą w mutanty i dało jej to swego rodzaju szczęśliwe zakończenie, jeśli można tak nazwać dalsze życie w atomowym syfie. Nie dotyczy to jednak nas, ponieważ zamiast otrzymać nagrodę, zostajemy wygnani z własnego domu i zmuszeni wyruszyć ze spuszczoną głową w nieznane.

Oprawa graficzna wyraźnie się zestarzała, jednak ma swój urok. Mam na myśli zwłaszcza animacje głów postaci podczas niektórych dialogów. Głowy zostały wykonane z gliny, zeskanowane, poddane teksturowaniu i animacji. Wyglądają nieco pokracznie, lecz jednocześnie przyciągają uwagę.

Dźwięk w grze jest zdecydowanie ponadczasowy. Odgłosy broni, umierających przeciwników oraz voice acting stoją na naprawdę wysokim poziomie, a utwory muzyczne doskonale budują przygnębiającą, niepokojącą i upiorną atmosferę.

Mam na myśli szczególnie track „Metallic Monks”, rozbrzmiewający w bunkrze najbardziej ikonicznej organizacji całej serii, czyli Bractwa Stali. Należy on do moich ulubionych ambientów ze wszystkich gier, w które grałem. Połączenie dźwięków urządzeń elektronicznych, wiatru przesuwającego piach, kapiącej wody w jaskini, syreny ostrzegającej przed atakiem powietrznym, wojennych bębnów, kodu Morse'a oraz religijnych inkantacji doskonale oddaje rzeczywistość świata zdewastowanego przez apokalipsę, który, choć nadal zachował jakieś szczątki technologii upadłej cywilizacji, został niemal cofnięty do średniowiecza lub nawet dalej.

youtu.be/r6qt_70iGk4

Niestety gra zawiera pewne nieprzyjemne rozwiązania, które już wtedy budziły wątpliwości, a z perspektywy czasu i współczesnych standardów są jeszcze bardziej irytujące.

Przykładowo, sterowani przez komputer towarzysze potrafią blokować nam przejścia, zdarza im się solidnie trafić nas lub innych sojuszników podczas walki, nie da się w sensowny sposób zarządzać tym, jakiego pancerza i broni mają dokładnie używać, dostęp do ich ekwipunku wymaga, z niewiadomych powodów, użycia umiejętności kradzieży, a możliwość usunięcia kompanów z drużyny nie obejmuje psa Dogmeata, którego pod koniec gry niestety trzeba zabić, jeśli chce się podejść do najsilniejszych przeciwników po cichu.

System handlu także jest lekko kulawy. Kupowanie przedmiotów wymaga przeciągania kapsli na ekran wymiany w pakietach po maksymalnie 999 sztuk, więc jeśli coś kosztuje kilkanaście tysięcy, trzeba robić to wiele razy.

Sposób zarabiania pieniędzy jest mocno trywializowany przez to, że kasyna nie mają limitu wypłat, więc spędzenie kilkunastu minut w jednym z nich może przynieść całkiem spory przypływ kapsli.

Gra zawiera również zauważalne błędy oraz wyciętą zawartość, która wpływa na zbugowane slajdy końcowe. Z powodu brakujących zadań nie jesteśmy w stanie otrzymać zakończenia, które jest w pełni kanoniczne według kolejnych odsłon serii.

Ponadto rzeczy pozostawione na ziemi często aż zbyt dobrze wtapiają się w tło, a wiele szafek i innych kontenerów w świecie gry jest w dużej mierze pustych, więc często nie opłaca się ich nawet przeszukiwać. Z drugiej strony ma to jednak nieco więcej sensu niż wszechobecne niesplądrowane lokacje w action RPG Falloutach.

To już bardziej subiektywna kwestia, ale sposób realizacji skill checków momentami mnie frustrował. Zdarzały się sytuacje, w których musiałem wielokrotnie używać nauk ścisłych na jakimś urządzeniu albo otwierania zamków na drzwiach, ponieważ sukces opiera się tutaj na procentowej szansie. Choć losowość w walce jestem w stanie zaakceptować, bo dodaje ona pewnej dynamiki starciom, to w przypadku skill checków zdecydowanie bardziej wolę, gdy wystarczy spełnić określoną liczbę punktów zainwestowanych w umiejętność, tak jak robi to na przykład Fallout: New Vegas.

Podsumowując, choć niektóre elementy kłują w oczy, pierwszy Fallout wciąż pozostaje całkiem dobrą grą, nawet po tylu latach. Zdecydowanie polecam go osobom, które chcą doświadczyć surowej wizji postapokalipsy i mają cierpliwość do starszych tytułów.
Was this review helpful? Yes No Funny Award