1 person found this review helpful
Not Recommended
0.0 hrs last two weeks / 13.1 hrs on record
Posted: Oct 19, 2025 @ 5:00pm
Updated: Nov 18, 2025 @ 11:33pm

Jałowa planeta i jałowe doświadczenie

Przed zagraniem w The Invincible nie przeczytałem żadnej książki Lema, ale jego wkład i pozycja w kanonie fantastyki naukowej były powodem, dla którego zainteresowałem się grą w pierwszej kolejności.

Zaczynając od pozytywów, tytuł wygląda przez większość czasu całkiem nieźle, chociaż są to głównie pozbawione życia pustynne i górzyste krajobrazy. Mimo posiadania dobrego sprzętu zdarzały mi się jednak chwilowe ścinki w trakcie ładowania otoczenia po przejściu do kolejnego etapu, a sam teren wyglądał wtedy na obrzydliwie rozpikselowany. Elektroniczna muzyka również stoi na wysokim poziomie i świetnie buduje poczucie samotności na obcej planecie, na której ludzkość nigdy nie powinna postawić stopy, choć jest wykorzystywana dość sporadycznie, ale jest to jak najbardziej w porządku.

Niestety produkcja ma pełno wad, które sprawiają, że doświadczenie w ogólnym rozrachunku nie jest szczególnie przyjemne. Największą z nich jest to, że poruszanie się jest strasznie ślamazarne. Główna bohaterka chodzi bardzo powoli, a choć może sprintować, to błyskawicznie traci energię, więc jest w stanie robić to tylko przez kilka sekund. Ruch postaci jest mocno ograniczony, ponieważ wspinać się i schodzić po skałach można wyłącznie w miejscach przewidzianych przez twórców, co jeszcze bardziej potęguje poczucie toporności.

Postacie są nijakie i do żadnej się nie przywiązałem, a dialogi są przeważnie nieciekawe, wypowiadane bez życia i o niczym. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby zredukować rozmowy i wprowadzić więcej cichych momentów. Choć gra obiecuje wielką tajemnicę, to nie odkrywa kart wystarczająco szybko, a kiedy już to robi, gracz zdąży się domyślić, o co chodzi, i przestaje mu na tym zależeć.

System zapisywania i wczytywania save'ów jest dla mnie niezrozumiały. Gra nie pozwala na zapisywanie w dowolnym momencie, tylko autosave’uje na jednym pliku co jakiś czas. Dodatkowo, chociaż możemy wybrać grę od danego rozdziału, jeśli do niego doszliśmy, to rozdziały te nie pamiętają decyzji, które podjęliśmy wcześniej. W praktyce są to po prostu save’y przygotowane przez deweloperów w okolicach premiery, co widać po dacie ich utworzenia w menu wyboru save’ów. W trakcie sprawdzania wyników innych decyzji i robienia 100% osiągnięć musiałem przez to nadrobić dodatkową godzinę, bo gra automatycznie zapisała się w złym momencie, a save stworzony przez deweloperów miał inne decyzje niż te podjęte przeze mnie, Pominąć można tylko małą część dialogów, więc było to jeszcze bardziej irytujące, kiedy musiałem ich słuchać ponownie, co jest szczególnie koszmarne, jeśli chce się zobaczyć wszystkie zakończenia. Nie da się pominąć rozmów aż do momentów, w których ma się wybór wpływający na inny wynik końcowy, więc trzeba poświęcić kilkanaście minut na słuchanie tej samej rozmowy, żeby sprawdzić inne opcje.

Mniej więcej do połowy gry, czyli do momentu wyboru, czy jedzie się do lądownika, czy do bazy, gra jest znośna, ale później jej wady zaczynają być już zbyt irytujące, by równoważyły je jakiekolwiek pozytywy.

Podsumowując, The Invincible to dla mnie jeden wielki zawód, który nie jest wart swoich pieniędzy nawet na przecenie. Po zagraniu w Death Stranding, które zrobiło to dobrze, mam jeszcze większą awersję do gier, w których nieprzyjemne i bezmózgie poruszanie się to jedyny rodzaj gameplayu.
Was this review helpful? Yes No Funny Award