Oh shittttt I forgot this was my one wild and precious life

Tokyo Noise (2002), Johan Söderberg.
This whole blog is just a conversation I am having with myself
Telling stories doesn’t solve anything, doesn’t reassemble broken lives. But perhaps it is a way of understanding the unthinkable. If a story haunts us, we keep telling it to ourselves, replaying it in silence while we shower, while we walk down streets, or in our moments of insomnia.
Valeria Luiselli, Tell Me How It Ends: An Essay in Forty Questions
There are so many things that art can't do. It can't bring the dead back to life, it can't mend arguments between friends, or cure AIDS, or halt the pace of climate change. All the same it does have some extraordinary functions, some odd negotiating ability between people, including people who never meet and yet who infiltrate and enrich each other's lives. It does have a capacity to create intimacy; it does have a way of healing wounds
Olivia Laing, The Lonely City
Clarice Lispector (x)
Pleśń v2
Przegniliśmy, jak niezebrane jesienne jabłka
To co było między nami dojadała:
pleśń- obwiła nas, jak gęste brunatne loki
drobnoustroje
nalot
tlen
ograniczoność
A dobił listopadowy mróz
Z obawy przed kolejnymi obrodzonymi jabłońmi
Omijam już sady i wszystko co obradza w to, czego wprost boję się nazwać
K.K. Orszt
John Schabel, Voyeuristice Portraits of Passengers Just Before Departure, 1990s
“The idea of being in a plane is so much about being between places and that’s part of that state of mind I wanted to try and photograph.”
Cóż, Jeremi, że jest nam tak ładnie,
któż, Jeremi, mój sekret odgadnie,
że od książąt pobladłych
wolę mężczyzn upadłych -
o, Jeremi, czy jesteś już na dnie?
A ty jeszcze w krawacie, w binoklach,
a ja pytam, czyś kogoś już okradł,
nie wymagam byś nocą się śnił,
ale błagam, byś palił i pił.
Może z czasem nabierzesz ochoty
Do rozróbki, do mokrej roboty?...
Ja opatrzę twe rany,
kiedy będziesz karany,
lecz ty - nosisz kalosze,
choć proszę:
O, Jeremi, rzuć rymy i składnię,
o, Jeremi, niech ciebie napadnie
jakaś furia i piekło,
jakaś żądza i wściekłość -
o, Jeremi,
czy jesteś już na dnie?
O, Jeremi, czy droczyć się ładnie?
Wciąż, Jeremi, nie bijesz, nie kradniesz,
No a dla mnie mężczyzna,
To jest taka trucizna,
Więc, Jeremi, czy jesteś już na dnie?
Agnieszka Osiecka, "Czy jesteś już na dnie"
Plejady
I
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Błyszczą jak winne grono wśród innych gwiazd roju, W ich świetle las pożółkły niby rumak płowy, Co polem do srebrnego biegnie wodopoju. I zdaje się, że w cieniu popielatym sarny Przebiegają przez ruczaj lub stojąc słuchają, Jak srebrne lustro wody brzeg odbija czarny I fletnie białych brzózek, gdzie liście śpiewają I opadając krążą. A namiętność moja Niby łania nad źródłem pochyla swą szyję I tylko jej odbicie lodowego zdroja Mówi, że chociaż wątła, ale jeszcze żyje.
II
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Po szafirowym niebie płynie jak baranki, Ponad drzew skrytych nocą oniemiałe głowy, Ponad brzóz skamieniałych pozłociste pianki. Powracam do milczenia i słodyczy nieba, Które płaszczem jesiennym pełnym gwiazd połyska. Pełne stodoły złota, stoły pełne chleba I skrzypi na zawiasach gwiaździsta kołyska. Za chwilę i na ziemi wszędzie będzie biało. Lekki chłód noc cienistą jak igłą przenika. I śni mi się już tylko jakieś jasne ciało Przykryte złotą tkanką planet października.
III
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Spokojnym tokiem płynąc losy twoje iści. Powoli wyjdź przed bramę, nie odwracaj głowy, I zerwij parę złotych, poranionych liści. Proch ci zostaje w dłoni, rozwiewa się, ginie, I słyszysz tylko ogród, co dyszy jak chory. Złociste liście zginą i jesień ta zginie, I złe — i dobre nawet — miną gwiazdozbiory. Więc po cóż nam — jak gwiazdom zagubionym w mroku — Spalać się ogniem wiecznie, kiedy chłód nas czeka? Po cóż świecą plejady i łzy w twoim oku, Gdy je ogarnia czarna przemijania rzeka?
IV
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Październik to bezpieczna, zadumana pora. Na czarnej ścianie nieba ślad karabinowy: Blaski gwiazd pełne lęku i pełne wieczora. A my tu biegu ziemi ani przemijania Słowami nie wstrząśniemy. Stoimy bez siły. Noc czarnym płaszczem swoim ścieżkę nam zasłania, Wiara, nadzieja, miłość już nas opuściły. Odeszliście daleko. A ja, choć zostałem, Wydają się zgubiony wśród ciemnych gwiazd mżenia. I cóż nam pozostaje na okręgu całym? Już nic: zgasłe słowa i nieme spojrzenia.
V
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy: Wypływa nad horyzont ciemno i okrutnie, I patrzy na schylone, zadumane głowy, Na połamane brzozy i pobite lutnie. Przechodzi i o świcie drży nad moim domem, Posyła promień cichy, ale przenikliwy, I głosem mówi do mnie, i takim znajomym, Że może jest kto jeszcze na świecie szczęśliwy. Szczęśliwy, który kocha; szczęśliwy, kto wierzy; Szczęśliwy… albo tylko tak jemu się zdaje… Szczęśliwy, który łąką o świtaniu bieży I na jesiennym niebie widzi gwiazdy maja.
Jarosław Iwaszkiewicz 1942





